Jak obronić siebie w pracy

with 1 komentarz

Depositphotos_21634989_original_small

W czasach, gdy zaczęłam pracować jako sekretarka, małe miałam pojęcie o zarządzaniu sobą w czasie, lajfbalansie. Zasuwałam jak mały motorek. I nie oglądałam się na nic. Praca była najważniejsza.

I dobrze. Warto mieć taki okres w życiu. Po to, by doświadczyć jakie to głupie i beznadziejne uczucie, gdy po ośmiu, dziewięciu, dziesięciu godzinach bieganiny po biurze i załatwianiu tysiąca spraw dla setek osób; spraw, które same w sobie są banalne (podać kawę, zrobić xero, przygotować raport, wystawić faktury, zrobić przelewy), ale ktoś musi je wykonać. I w tamtych czasach, w tamtym biurze byłam to ja. Wierzę, że żeby coś zmienić najpierw trzeba boleśnie spaść na samo dno.

Do dziś dostaję dreszczy na wspomnienie jednego dnia pracy, który trwał w moim odczuciu milion godzin, podczas których nie miałam czasu na nic. Dosłownie na nic. Na jedzenie i inne czynności podstawowe również nie. Taka byłam zarobiona. A gdy minęła tysięczna godzina, skserowałam milion pięćdziesiątą ósmą stronę, połączyłam cztery tysiące dwudziestą czwartą rozmowę, zeskanowałam, zaparzyłam, wysłałam, sprawdziłam, przekazałam, potwierdziłam, anulowałam, spakowałam, nadałam, odebrałam. Stwierdziłam, że już nie dam więcej rady. Zatrzymałam się w pędzie i spostrzegłam, że jestem w biurze sama, za oknem prawie świta. Zorientowałam się, że za chwilę odjedzie ostatni transport w stronę domu, w którym czeka mój osobisty, wielerozumiejący, cierpliwy mąż. Postanowiłam wyjść z biura. Choć miałam jeszcze co robić, na oko przez miesiąc, bez przerwy.

Z lekkim niepokojem, ale też ulgą, w wielkiej ciszy, która zdawała się tętnić współczuciem dla mnie, założyłam płaszcz, zamknęłam za sobą drzwi. Trzymając wciąż rękę na klamce, zadałam sobie pytanie.

Co robiłam przez cały dzień?

W odpowiedzi przyszło mi jedno słowo:

NIC.

Ta odpowiedź spowodowała, że jak stałam, tak usiadłam i rozpłakałam się.

Jestem pewna, że sekretarki znają to uczucie. A kto nie zna, niech sobie wyobrazi. W nagrodę za swój entuzjazm, zaangażowanie, oddaną energię, poświęcony czas i siebie, dostałam poczucie, że w gruncie rzeczy, jutro mogę zacząć od początku i nigdy nie będzie końca. Jak to było w reklamie?

…A świstak zawijał w papierki.

Ten dzień spowodował, że odbiłam się od dna. Zrozumiałam, że to, jak będzie wyglądała moja praca musi się zmienić. I wcale nie zmieniłam pracy. Po tym dniu przepracowałam w tamtym biurze, z sukcesami, kolejne ponad siedem lat. To ja się zmieniłam.

Opowiem Wam dokładnie jak to było w kolejnych notkach.

Zapisz się na porcję bezpłatnych, dodatkowych informacji!
Prosto do Twojej skrzynki informacje prawne przydatne w biurze, pliki uzupełniające wpisy na blogu, dodatkowe wieści i informacje.
Sama nie cierpię spamu. Twój adres nigdy nie będzie nikomu przekazany.
Iza Krzyszycha
Follow Iza Krzyszycha:

Tak się cieszę, że mogę dzielić się tym co się nauczyłam, doświadczyłam! Zawsze, gdy udaje mi się komuś pomóc, mam ochotę śpiewać "mam tę mooooc. Jeśli pomogłam Ci jakkolwiek - napisz mi o tym proszę. Dzięki temu będę miała jeszcze więcej siły na pomaganie :)

One Response

  1. […] boryka się z nadmiarem obowiązków. Też tak mam i miałam zawsze. To oczywiste. Niestety, nie można zrezygnować z robienia tego, co do nas […]

Leave a Reply